PoemProject PoemProject PoemProject
SZUKAJ:     Tytuły  Autorzy    
Home
Dzisiaj dodane
Dodane w tygodniu
TOP
Pokaż tomiki
Autorzy
O PoemProject
Historia
Regulamin serwisu
Patronat medialny
Współpraca
Forum PP
Kontakt
Login:
Hasło:
Rejestruj się
Zapomniałem hasło
Elhana
Niespokojna dusza, interesująca się poezją i nie tylko, która pisze...
...więcej...
Gości online:
21
Liczba wierszy w serwisie:
24030
PARTNERZY SERWISU:
Kongres Kultury Polskiej
Śródmiejski Ośrodek Kultularny w Krakowie
Fragile - pismo kulturalne
Beata Skulska-Papp
888
W Plejadach prozą i wierszem rozdział XIV Erna

Małgosia, Andiro i Piotrek znajdowali się w drugim przedsionku domu pani Leokadii z którego na strych prowadziły mocne dębowe schody które były tu jakby od zawsze. Nawet pani Leokadia nie wiedziała skąd się wzięły ani ile mają lat. Piotrek powoli po nich wchodził, przez osobliwe okienko od strony północnej tańczyły złotoróżowe promienie zachodzącego słońca. Nucił piosenkę a nad wejściem na strych sunęły białoszare kłęby podobne trochę do mgły. Niektóre opadały przechodząc przez Piotrka sunąc ku którejś ze ścian i tam niknąc. Będąc większą częścią swojej postaci na strychu, nogami wciąż jeszcze na schodach patrzył w kierunku blaszanego dachu, odwrócił się do Małgosi i Andira, na chwilę przestał śpiewać, poczuł na sobie serdeczny uścisk obojga, spojrzał w górę w kierunku klapy prowadzącej ze strychu na dach domu zaraz po tym dwoma rękami uchwycił poprzeczny drewniany słupek i lekko podciągnął się na rękach, był na strychu. Mgławe kłęby zdawały się wydobywać z metalowo drewnianej klapy,
poniżej której oparta na drewnianych krokwiach leżała solidna szeroka na dwadzieścia kilka centymetrów deska i długa na jakieś dwa metry. Piotr cały czas śpiewając wszedł na nią odpiął długi metalowy haczyk i podniósł ją do góry teraz łapiąc za jej niżej osadzoną część podniósł się mocno na rękach z wysiłkiem gramoląc się na wierzch klapy. Odwrócił się w prawo patrzył na czubek dachu który teraz zdawał się być początkiem nieznanej mu przestrzeni.
Był tu wiele razy ale nigdy wcześniej nie widział przejścia łączącego oba światy, złapał rękami za rozlewający się w nieodgadnionej przestrzeni, metalowy wierzchołek czterospadowego dachu, podparł się i bez trudu uniósł a gdy szukał oparcia dla prawej nogi powierzchnia była płaska. Czuł że może obiema nogami na niej stanąć i tak też zrobił, usłyszał furkotanie nad sobą a gdy spojrzał zobaczył kilka przelatujących ptaków, ogromnych, jedne przypominały gołębie, zaś drugie podobne były do jastrzębi każdy z nich od Piotra był znacznie większy, leciały nisko i czuł łagodne powiewy powietrza spod ich skrzydeł.

Gdy znikły za horyzontem zaczął nucić w myślach piosenkę która przeniosła go tutaj

Alanei

Czasem wzgórza się jawią o świcie,
stary jesion pośród miękkich traw,
mgły białawe i szarosrebrzyste,
dom drewniany i łagodny wiatr.

Ref. Alanei, Alanei
niechaj zbudzi cię Indiańska pieśń,
Alanei, Alanei
pocałunek i wiosenny deszcz.

Ref. Bis Alanei, Alanei
niechaj zbudzi cię Indiańska pieśń,
Alanei, Alanei
pocałunek i wiosenny deszcz.

Udeptana zakręca ścieżynka,
pod próg wiedzie, kto otworzy drzwi
to dostrzeże dziewczę przepiękne
w szmaragdowej pościeli gdy śpi.

Ref. Alanei, Alanei
niechaj zbudzi cię Indiańska pieśń,
Alanei, Alanei
pocałunek i wiosenny deszcz.

Ref. Bis Alanei, Alanei
niechaj zbudzi cię Indiańska pieśń,
Alanei, Alanei
pocałunek i wiosenny deszcz.

Zbudzić można ją ciepłym oddechem,
zbudzić można ją pieszczotą rąk,
wtedy wstanie z uroczym uśmiechem
i wyciągnie powabną swą dłoń.

Ref. Alanei, Alanei
niechaj zbudzi cię Indiańska pieśń,
Alanei, Alanei
pocałunek i wiosenny deszcz.

Ref. Bis Alanei, Alanei
niechaj zbudzi cię Indiańska pieśń,
Alanei, Alanei
pocałunek i wiosenny deszcz.

Przed sobą ujrzał trawiaste drogi po których przejeżdżały pojazdy przypominające samochody, ze zdziwieniem zauważył że jest kilka miejsc w których one znikają, za każdym razem u skraju którejś z dróg. Postanowił podejść bliżej aby wyraźnie zobaczyć fascynujące go zjawisko i tak też zrobił. Wyraźnie na wyciągnięcie ręki widział jak pojazdy w ułamku sekundy jeśli można przyłożyć taką miarę, znikały. Kilka razy nabierał zamiaru dotknięcia takiego pojazdu ale za każdym razem w ostatniej chwili rezygnował i sam nie wiedział czy bardziej obawiał się dematerializacji, czy też wrodzona kultura podpowiadała mu że nie byłoby to zachowanie które wypadałoby gościowi w dodatku dopiero co i pierwszy raz przybyłemu. Odwrócił się w prawo, stał teraz w tym samym kierunku w którym przemieszczały się pojazdy, nad sobą zaobserwował coś bardzo podobnego z tym że te wyglądem przypominały dwa obudowane rowery obok siebie, inne z pojazdów powietrznych miały siedzenia w kształcie dwóch prawie ze sobą połączonych półksiężyców na środku zaś parasolkę. Piotr zauważył że te lecące nisko podobnie jak osobliwe samochody dematerializują się, lecz te które lecą na wysokości większej niż ziemskie dziesięć metrów nie znikają w żadnym z miejsc a majestatycznie przelatują dalej. Zapragnął naraz biec i dopiero teraz uzmysłowił sobie że w pojazdach i tych trawiastodrożnych jak je nazywał i tych powietrznych widział mniej lub bardziej wyraźnie postacie mieszkańców Erny do złudzenia podobnych do ludzi. Biegł lasem u którego prawego skraju połyskiwało jezioro przy którym leżeli jakby odpoczywali Ernanie. Piotr zwolnił trochę Ernańskie kobiety, choć te które akurat mijał bardziej przypominały dziewczyny miały na sobie jedynie białe tuniki które z niejednakową szybkością zmieniały barwę z mlecznobiałej na rozpraszającej się mgły. Piotr przystanął patrząc na nagie i prawie nagie Ernanki. Później tuniki zdawały się gęstnieć aż stały się całkiem nieprzejrzyste, jednakże tylko na chwilę, by ponownie gubić swoją konsystencję aż do jej wytracenia. Piotr w owej chwili nie zdawał sobie sprawy że bezceremonialnie żeby nie powiedzieć bezwstydnie przygląda się pięknym mieszkankom Erny czekając by ponownie ujrzeć je nagie. One zdawały się być niespeszone jego wzrokiem, zdawało mu się nawet że jedna z trzech dziewcząt o jasnej niemalże porcelanowej cerze i prawie że takich samych włosach uśmiechnęła się do niego, nie był tego pewien gdyż był to akurat ten moment kiedy jej tunika była w prawie pełnym rozproszeniu. Nagle zdał sobie sprawę ze swojego bezwstydnego zachowania pomyślał zatem że osoby będące w pobliżu mogą mieć do niego o to pretensje, albo same dziewczęta, jednak nic takiego nie nastąpiło.

Liczba czytań: 173 || Liczba głosów: 0
Prześlij link do tego wiersza znajomemu:
Email:
ostatnio dodane wiersze
1. zatapianie
2020-11-23
2. Przyszłość.
2020-11-23
3. Do jutra daleko jeszcze
2020-11-19
4. Z wielkopolski
2020-11-04
5. ktoś ty
2020-11-03
6. Czasem
2020-11-02
7. Zły klimat
2020-10-28
8. Do ,, sam wiesz’’ kogo.
2020-10-28
9. Smutek
2020-10-26
10. Faceci w kieckach 🥴
2020-10-26
11. Nie!!!
2020-10-25
12. M.
2020-10-24
13. bo nie znaczysz nic
2020-10-23
14. Gdzie
2020-10-22
15. Oby!
2020-10-21
16. Jedno ale
2020-10-21
17. Więc co mi dasz
2020-10-19
18. Jakże bym...
2020-10-18
19. Mieć to szczęście...
2020-10-17
20. Zatem zawoła
2020-10-17
21. ***
2020-10-16
22. Bella ciao
2020-10-16
23. Nie zasłaniaj mi świata
2020-10-15
24. Uciekam w moje serce
2020-10-15
25. Jesienna koloroterapia...
2020-10-15
26. Gość
2020-10-14
27. Znaki zapytania
2020-10-14
28. Nie jestem filozofem
2020-10-14
29. Banita
2020-10-14
30. Nie żal koni
2020-10-14
31. Perspektywa jutra
2020-10-14
32. Ballada o przydupasie
2020-10-14
[Home][Autorzy][Rejestruj się][Regulamin serwisu][Kontakt][Zgłoś naruszenie]


Copyright © 2006 - 2020 PoemProject