PoemProject PoemProject PoemProject
SZUKAJ:     Tytuły  Autorzy    
Home
Dzisiaj dodane
Dodane w tygodniu
TOP
Pokaż tomiki
Autorzy
O PoemProject
Historia
Regulamin serwisu
Patronat medialny
Współpraca
Forum PP
Kontakt
Login:
Hasło:
Rejestruj się
Zapomniałem hasło
Andy Moker
Zdjęcie autora - kliknij aby zobaczyć powiększenie
Ani słowa...
...więcej...
Gości online:
23
Liczba wierszy w serwisie:
24434
PARTNERZY SERWISU:
Kongres Kultury Polskiej
Śródmiejski Ośrodek Kultularny w Krakowie
Fragile - pismo kulturalne
Beata Skulska-Papp
888
subiekt obiekt

jeżeli w dalszym ciągu są czarne kruki kiedy plamy blasku z ukosa poprzez
szpary gałęzi odbierają im czerń a barierkom balkonu świeżomal latem brąz to
ja też nie chcę tylko subiektywności przysparzającej problemy historiozośki
splątanej tak się składa też z moją genezą babcia w pewnym momencie
utrzymywała podporządkowanie nieładu własnym rozmiarom problemów kiedy
ten łobuz nie dawał jej spokoju groził śmiercią na potańcówkach, żarliwą
modlitwą dedukowała dalszy rozwój wypadków kiedy tydzień później
wybucha druga wojna światowa potańcówki ustają chociaż wewnętrzne disco
właśnie dalej trwa w kombatantach którzy są do dziś, jeżeli nawet rozmazem
trwa aż. chcąc uniknąć niepożądanej kwalifikacji że tylko, bo to jednak nasi.
niewiarygodne
mam po powtórnym zapisaniu kanałów w nowym pakiecie dwa osobne programy
discopolo będącego wydaje się niestety całkowitym przeciwieństwem mojej
wykształcanej cierpliwie, tego, predylekcji do gorzkiej finezji piwa, dysonansu
bardzo małej sekundy ptaszyna wróblewskiego chociaż wolę twierdzić rzeczy
jednak niby procesem polubione
wciąż wynikają z wewnętrznej przepowiedni osobistej konstytucji odbioru
świata właśnie wewnątrz kiedy na przykład kiedyś ledwo wstawałem o piątej
minut trzydzieści pamiętam jako piękną harmonię przydzielonej mnie jesieni
beznadziei wcielenia że a maszynka ooookopana i ukryta dzieś w terenie jes
wykonu jak to się mówi każdy luj na swój strój atonalnie, karmi się karmi niejedna
awangarda dalece niekoszernymi koszarami, im podobnymi dysfunkcyjnymi

ładami,
bynajmniej nie chodzi mi o samochody chociaż rzeczywiście lubię się czasami
zakładać z młodymi że było żiguli z bardzo grubej blachy. inne formy
komunikacji jak pekaes emzetka wyzwalają czasem rwetes introspekcji może
gdybym trzymał kierownicę coś zależało ode dnie na samym serca mnie kierowca
umila nam nie wiem vanessą disco de bill ? to bym nie weryfikował tak dobitnie
tego epifeno coś tam słowo daję, siedzę mocno podłączony do mijanych
miast rozciągnięty licem po szybie ale subiektywny wsad nie wyrażę jak nagle
rulez, czuję moja afirmacja załamania się różnymi niepowodzeniami dnia wnika
tak głęboko nie wytrącę ani jednego protonu z orbity tworzyw lotniczych foteli
niedorobienia busu zużyłem auto na refleksję chyba najlepsze zaprzeczenie siły
sprawczej szpilek woodoo moje własne neurony nie wiedzą o sile mojej załamki
co je moje to je twoje pieprzony język reklamy moje włochy moje pachy moich
nawilżanych skór wielu ozdobne nakładanie pustych przymiotnych na rodzimą

syntetyczną domyślność bo jestem tego wisła, nagła potrzeba czasem

żeby uciec, być wszystkim innym
wyjść na wielgachną górę obiekt
z widokiem na jakąś słowację małą fatrę wszystkie pepickie osiedla z równie
wielkiej płyty posluszne hlasim ich swojską obcość przez chwilę jak netoper
wbić się w czeski film każdego z nich być nimi znowu pogo tańcem porzucić

kontrolę nad całą górną częścią ciała nieregularnym podrygiem rąk kolebaniem
zapomnianego ciemiączka dawno zrośnięte sztywną anarchią przynajmniej tutaj
nikt nie pierdoli, mojego, irokeza kiedy się obijam o siostry braci zrzekam się
całej krasy komuno kapitalnego odbioru na rzecz echolokacji zderzeń to tyle
mam do Ciebie denett zmęczyłem cię przestań słuchać tego mówisz vivaldiego
to cię też do niczego dobrego nie.
ale zgadzam się discopolo należy zdelegalizować dla ich własnego dobra są
jakieś granice subsaharyjskiej sawanny trzy miliony lat temu lucjana albo
lucyny też znaleziono przy nich kamienne suchafki tylko śladowe ilości
pierwiastka metafizycznego zapowiadały walkę nie wyrwe sie nie wyrwe sie wiem
na chwilę ich spuścić z oczu i dup, regres


Autor pandaredski



Prześlij link do tego wiersza znajomemu:
Email:
ostatnio dodane wiersze
1. Kształty i cienie
2018-05-25
2. Wspomnienia
2018-05-25
3. Lekcja muzyki
2018-05-25
4. Tydzień z Tobą
2018-05-25
5. Znaczenie słów
2018-05-25
6. Gdzieś tam...
2018-05-24
7. Przez różowe okulary
2018-05-23
8. Lubię...
2018-05-23
9. Nagość
2018-05-23
10. i nie tylko
2018-05-23
11. Cudowna z czy bez
2018-05-22
12. O miłości nietylko
2018-05-22
13. Zwierciadło pragnień
2018-05-22
14. W kajdanach
2018-05-22
15. Scaleni
2018-05-22
16. Pod zdziwioną gwiazdą
2018-05-21
17. Pokochanie
2018-05-21
18. W bezdechu
2018-05-21
19. Szukając Eurydyki
2018-05-21
20. Fizyka duszy
2018-05-21
21. Zachód
2018-05-20
22. Zagubieni
2018-05-20
23. Tobą
2018-05-20
24. Takt miłosny
2018-05-19
25. Bunt
2018-05-18
26. Aragorn - Strażnik Północy
2018-05-18
27. Arwen Undómiel - Gwiazda Wieczorna
2018-05-18
28. Że krótko
2018-05-18
29. Wiedzieć
2018-05-18
30. W poszukiwaniu sensu
2018-05-17
31. Spoglądając w Ciebie
2018-05-17
32. Zdefiniowany świat
2018-05-17
[Home][Autorzy][Rejestruj się][Regulamin serwisu][Kontakt][Zgłoś naruszenie]


Copyright © 2006 - 2018 PoemProject