PoemProject PoemProject PoemProject
SZUKAJ:     Tytuły  Autorzy    
Home
Dzisiaj dodane
Dodane w tygodniu
TOP
Pokaż tomiki
Autorzy
O PoemProject
Historia
Regulamin serwisu
Patronat medialny
Współpraca
Forum PP
Kontakt
Login:
Hasło:
Rejestruj się
Zapomniałem hasło
źrenica
"Czasami w środku najciemniejszej nocy albo pośrodku oślepiającego dni...
...więcej...
Gości online:
6
Liczba wierszy w serwisie:
25284
PARTNERZY SERWISU:
Kongres Kultury Polskiej
Śródmiejski Ośrodek Kultularny w Krakowie
Fragile - pismo kulturalne
Beata Skulska-Papp
888
na fri





- Jakby to, że kończysz zanim zaczniesz - paznokcie na szklance z piwem.

- Chciałaś dodać „po pierwsze” - szuka papierosa.

- Szczególnie w tej chwili... no dobrze. Czyli co jest
„po drugie” - że o to nie spytam?

- Nie ma żadnego. I nie zapominam o przykładzie. Może miałaś
kiedyś sen z tych typowo histerycznych koszmarów? Np. że nie możesz mówić,
naprawdę
nie wiesz
dlaczego, aż w kulminacyjnym momencie okazuje się, że nie masz ust?
Albo czekaj: że nie możesz zmyć makijażu. Na
początku nie panikujesz, mimo, że cię
swędzi, twardnieje; walczysz z nim. Powoli skorupa na twarzy zaczyna piec, czujesz
jak
parzy, zaczyna
przepalać naskórek, wirus paniki w porach skóry.
I dopiero rano
(pamiętaj, że używałaś wszystkiego łącznie z pumeksem i dłutem), kiedy
budzisz się, nie możesz wyjść z podziwu jak mogłaś nie dostrzec, że w tym koszmarze
wcale
nie miałaś
makijażu, że to nie makeup, tylko skórę własnej twarzy próbowałaś zdzierać paznokciami.

Sięgając do torebki na krześle, zerka na barmankę.

- Ale przypuśćmy, że w chwilę po zegarku, kapciach i wodzie na kawę
dostrzegasz w lustrze świeże zadrapanie na szyi
(prawie niewidoczne, zniknie do
popojutrza)
które dla ciebie powoli traci znaczenie już podczas śniadania,
w reklamach po dzienniku, po drugim papierosie.

- Nie wywijajmy podszewki. Jeśli zaczniesz o oniryczności faktów, to ja już stawiam grubą krechę mianownika.

- Nie wywijam podszewki – dym z popielniczki.

Wolną ręką strąca mu nic z ramienia.

- Mnie wystarczają fantasmagorie Schulza i Witkacego (dogaś go, bo się kopci), poza tym nie pijam kawy.

Kelnerka stawia przed nią drugą szklankę, zmienia popielniczki.

- Tu idzie o to, że to, o czym tak dobrze się ze sobą nie rozmawia, ujawnia się nam dopiero po wypowiedzeniu.

- Czyli jest nie tyle defloracją, ile czymś w rodzaju porodu.

- Właśnie. Ale nie. Bo przypuśćmy.
Przypuśćmy, że kiedyś tam
kobiety przed rozwiązaniem mówiły wprost do całej wioski: „heja, idę rodzic”,
z podniesionym
czołem zamykając
się w jaskini - ale nietrudno zgadnąć, że nawet wtedy miały mężów przy ramieniu. Nie wyciągaj z tego żadnego psychoterapeutycznego meritum, tam chodzi o
wyciskanie z ludzi
tego co jest. Ja mówiłem o tworzeniu. Wyżymaniu
soków symbiozy, soków... - krztusi się piwem,
co z kolei rozśmiesza również jego - Rozumiesz:
co może być, jeśli.

- Samotność twórcy? Ciężko malować jednym kolorem, fakt. Tylko skąd ty wytrzasnąłeś tę historyjkę o samotnie rodzących po jaskiniach niewiastach? Skonam.

- Wcale nie słuchasz – dmuchnął jej we włosy dymem z nowego papierosa - to przenośnia.

- Słucham, tylko mam wątpliwości, jaka rola przypada mi w udziale, jeśli - mówiąc w przenośni - to ty kroisz glinę i rozdzielasz płótna.

- A propos przenośni: zwolnił się stolik pod oknem.

- Zostańmy tutaj. Nie, ja wiem, że lepiej, ale proszę, tu mi dobrze – paznokcie na jego kurtce - Powiedz mi lepiej co dalej.

Przy stoliku pod ścianą, na tle obrazu kogośtam, jakiś chłopak spojrzał wprost na nich, filtrem papierosa zamykając książkę okutą w szary biblioteczny papier.

- Z czym? Co... – patrzy mu w oczy płonąc z ciekawości - Co dalej... O nie. Za placebo w tak podłym stylu karą będzie pięciominutowe opuszczenie, i to z natychmiastowym wykonaniem wyroku. Przepraszam.


Stolik pod oknem i tak był w trakcie zajmowania - jego blat zmieniał się właśnie
w fortecę portfelów, telefonów, podstawek do piwa i sięgającego ziemi szalika,
należącego do którejś z dwóch podejrzanie cichych studentek. Jeszcze raz pomyślała
o wieczorze w Mullaghmore. Osiemset stopni Celcjusza pod gołymi stopami, pięć metrów
piekielnego dywanu, który za drugim razem zdecydowali się przejść razem, trzymając
się za ręce. Wieczór małych buteleczek różnokolorowych win, kupowanych w
hotelowym barze, kiedy stary barman dziwił się dlaczego mu się dziwią, kiedy tłumaczy im,
że w tej mieścince nie ma żadnego ATM.
Noc prześcieradeł i telefonów.
Wcześniej miała kilka podejrzeń. Przeważnie w tym wieku taki rodzaj smutku jest naprawdę jakimś suspensem,
zaszyfrowaną wizytówką; lakierem barwy ochronnej. Ale to było jakieś
kieszonkowe mistrzostwo wioski. Maska z cebuli.
Udawać smutnego tylko po to, żeby ukryć prawdziwy ból. Chyba całą godzinę patrzyła
jak śpi. Może prawda, że najgorsze syfy wyciekają dopiero dziurami po ekstazie. Ropa
eucharystii. Godne zanotowania.


Wrócił rozmawiając przez telefon.




Liczba czytań: 662 || Liczba głosów: 0
Prześlij link do tego wiersza znajomemu:
Email:
ostatnio dodane wiersze
1. Hej ...bedzie jak chcesz
2018-10-23
2. Bo jesteś
2018-10-23
3. Nieidealnie
2018-10-23
4. Czy odnajdziesz siebie?
2018-10-23
5. Opowiem Ci legendę
2018-10-23
6. Twój portret
2018-10-23
7. Dwie części duszy
2018-10-23
8. Wśród mroku latarni
2018-10-23
9. Cisza
2018-10-23
10. nie chcę tak ...
2018-10-23
11. Biały Kruk
2018-10-23
12. przesądy
2018-10-23
13. Rejs
2018-10-23
14. Krótki wiersz o dosłowności
2018-10-22
15. Wariat
2018-10-22
16. Na serca dnie
2018-10-22
17. Wieczorem
2018-10-22
18. Myśli wymiana
2018-10-22
19. ...czasem
2018-10-22
20. po staremu
2018-10-22
21. ...jutro
2018-10-21
22. spotkanie
2018-10-21
23. ***
2018-10-21
24. w wirze
2018-10-21
25. wczoraj
2018-10-20
26. to było dawno
2018-10-20
27. jak nie tak to tak
2018-10-20
28. z ostatniej półki
2018-10-20
29. ***
2018-10-20
30. jedno a drugie
2018-10-20
31. kim naprawdę jesteś
2018-10-19
32. puste słowa
2018-10-18
[Home][Autorzy][Rejestruj się][Regulamin serwisu][Kontakt][Zgłoś naruszenie]


Copyright © 2006 - 2018 PoemProject