PoemProject PoemProject PoemProject
SZUKAJ:     Tytuły  Autorzy    
Home
Dzisiaj dodane
Dodane w tygodniu
TOP
Pokaż tomiki
Autorzy
O PoemProject
Historia
Regulamin serwisu
Patronat medialny
Współpraca
Forum PP
Kontakt
Login:
Hasło:
Rejestruj się
Zapomniałem hasło
geddeon39
PAWEŁ ANDRZEJEWSKI

Adres email:
geddeon39@wp.pl...
...więcej...
Gości online:
48
Liczba wierszy w serwisie:
24625
PARTNERZY SERWISU:
Kongres Kultury Polskiej
Śródmiejski Ośrodek Kultularny w Krakowie
Fragile - pismo kulturalne
Beata Skulska-Papp
888
na fri





- Jakby to, że kończysz zanim zaczniesz - paznokcie na szklance z piwem.

- Chciałaś dodać „po pierwsze” - szuka papierosa.

- Szczególnie w tej chwili... no dobrze. Czyli co jest
„po drugie” - że o to nie spytam?

- Nie ma żadnego. I nie zapominam o przykładzie. Może miałaś
kiedyś sen z tych typowo histerycznych koszmarów? Np. że nie możesz mówić,
naprawdę
nie wiesz
dlaczego, aż w kulminacyjnym momencie okazuje się, że nie masz ust?
Albo czekaj: że nie możesz zmyć makijażu. Na
początku nie panikujesz, mimo, że cię
swędzi, twardnieje; walczysz z nim. Powoli skorupa na twarzy zaczyna piec, czujesz
jak
parzy, zaczyna
przepalać naskórek, wirus paniki w porach skóry.
I dopiero rano
(pamiętaj, że używałaś wszystkiego łącznie z pumeksem i dłutem), kiedy
budzisz się, nie możesz wyjść z podziwu jak mogłaś nie dostrzec, że w tym koszmarze
wcale
nie miałaś
makijażu, że to nie makeup, tylko skórę własnej twarzy próbowałaś zdzierać paznokciami.

Sięgając do torebki na krześle, zerka na barmankę.

- Ale przypuśćmy, że w chwilę po zegarku, kapciach i wodzie na kawę
dostrzegasz w lustrze świeże zadrapanie na szyi
(prawie niewidoczne, zniknie do
popojutrza)
które dla ciebie powoli traci znaczenie już podczas śniadania,
w reklamach po dzienniku, po drugim papierosie.

- Nie wywijajmy podszewki. Jeśli zaczniesz o oniryczności faktów, to ja już stawiam grubą krechę mianownika.

- Nie wywijam podszewki – dym z popielniczki.

Wolną ręką strąca mu nic z ramienia.

- Mnie wystarczają fantasmagorie Schulza i Witkacego (dogaś go, bo się kopci), poza tym nie pijam kawy.

Kelnerka stawia przed nią drugą szklankę, zmienia popielniczki.

- Tu idzie o to, że to, o czym tak dobrze się ze sobą nie rozmawia, ujawnia się nam dopiero po wypowiedzeniu.

- Czyli jest nie tyle defloracją, ile czymś w rodzaju porodu.

- Właśnie. Ale nie. Bo przypuśćmy.
Przypuśćmy, że kiedyś tam
kobiety przed rozwiązaniem mówiły wprost do całej wioski: „heja, idę rodzic”,
z podniesionym
czołem zamykając
się w jaskini - ale nietrudno zgadnąć, że nawet wtedy miały mężów przy ramieniu. Nie wyciągaj z tego żadnego psychoterapeutycznego meritum, tam chodzi o
wyciskanie z ludzi
tego co jest. Ja mówiłem o tworzeniu. Wyżymaniu
soków symbiozy, soków... - krztusi się piwem,
co z kolei rozśmiesza również jego - Rozumiesz:
co może być, jeśli.

- Samotność twórcy? Ciężko malować jednym kolorem, fakt. Tylko skąd ty wytrzasnąłeś tę historyjkę o samotnie rodzących po jaskiniach niewiastach? Skonam.

- Wcale nie słuchasz – dmuchnął jej we włosy dymem z nowego papierosa - to przenośnia.

- Słucham, tylko mam wątpliwości, jaka rola przypada mi w udziale, jeśli - mówiąc w przenośni - to ty kroisz glinę i rozdzielasz płótna.

- A propos przenośni: zwolnił się stolik pod oknem.

- Zostańmy tutaj. Nie, ja wiem, że lepiej, ale proszę, tu mi dobrze – paznokcie na jego kurtce - Powiedz mi lepiej co dalej.

Przy stoliku pod ścianą, na tle obrazu kogośtam, jakiś chłopak spojrzał wprost na nich, filtrem papierosa zamykając książkę okutą w szary biblioteczny papier.

- Z czym? Co... – patrzy mu w oczy płonąc z ciekawości - Co dalej... O nie. Za placebo w tak podłym stylu karą będzie pięciominutowe opuszczenie, i to z natychmiastowym wykonaniem wyroku. Przepraszam.


Stolik pod oknem i tak był w trakcie zajmowania - jego blat zmieniał się właśnie
w fortecę portfelów, telefonów, podstawek do piwa i sięgającego ziemi szalika,
należącego do którejś z dwóch podejrzanie cichych studentek. Jeszcze raz pomyślała
o wieczorze w Mullaghmore. Osiemset stopni Celcjusza pod gołymi stopami, pięć metrów
piekielnego dywanu, który za drugim razem zdecydowali się przejść razem, trzymając
się za ręce. Wieczór małych buteleczek różnokolorowych win, kupowanych w
hotelowym barze, kiedy stary barman dziwił się dlaczego mu się dziwią, kiedy tłumaczy im,
że w tej mieścince nie ma żadnego ATM.
Noc prześcieradeł i telefonów.
Wcześniej miała kilka podejrzeń. Przeważnie w tym wieku taki rodzaj smutku jest naprawdę jakimś suspensem,
zaszyfrowaną wizytówką; lakierem barwy ochronnej. Ale to było jakieś
kieszonkowe mistrzostwo wioski. Maska z cebuli.
Udawać smutnego tylko po to, żeby ukryć prawdziwy ból. Chyba całą godzinę patrzyła
jak śpi. Może prawda, że najgorsze syfy wyciekają dopiero dziurami po ekstazie. Ropa
eucharystii. Godne zanotowania.


Wrócił rozmawiając przez telefon.




Liczba czytań: 653 || Liczba głosów: 0
Prześlij link do tego wiersza znajomemu:
Email:
ostatnio dodane wiersze
1. Schiza tęsknoty
2018-07-19
2. Puste myśli
2018-07-19
3. ***
2018-07-19
4. Obietnica
2018-07-19
5. Uważnym spojrzeniem
2018-07-18
6. W świecie poezji i prozy
2018-07-18
7. Pathfinder
2018-07-18
8. To za mało...
2018-07-18
9. Sen
2018-07-18
10. Słowa których brak...
2018-07-16
11. Cała prawda o...
2018-07-16
12. Na przekór
2018-07-16
13. Paradoks
2018-07-16
14. Za rogiem...
2018-07-16
15. Jesteś tylko moja...
2018-07-16
16. Zwiastun burzy (Żyleta)
2018-07-15
17. Korona pragnień
2018-07-15
18. Ocean ognia (Żyleta)
2018-07-15
19. Ton ciszy...
2018-07-15
20. Ukryte fantazje (Żyleta)
2018-07-14
21. Przyjdzie taki dzień...
2018-07-14
22. Zaczarowany...
2018-07-14
23. Ukryte pragnienia
2018-07-14
24. Uśmiechem
2018-07-13
25. Gry...
2018-07-13
26. Na kawy kubku
2018-07-13
27. Jak jesienne ptaki...
2018-07-13
28. Duchowa migrena
2018-07-13
29. Nieco inaczej
2018-07-12
30. Za zasłoną słów...
2018-07-12
31. Gdy nie patrzy nikt
2018-07-12
32. Karty Losu (Żyleta)
2018-07-12
[Home][Autorzy][Rejestruj się][Regulamin serwisu][Kontakt][Zgłoś naruszenie]


Copyright © 2006 - 2018 PoemProject