PoemProject PoemProject PoemProject
SZUKAJ:     Tytuły  Autorzy    
Home
Dzisiaj dodane
Dodane w tygodniu
TOP
Pokaż tomiki
Autorzy
O PoemProject
Historia
Regulamin serwisu
Patronat medialny
Współpraca
Forum PP
Kontakt
Login:
Hasło:
Rejestruj się
Zapomniałem hasło
xweronikax
Nastolatka. Wyróżnia się z tłumu. Często szczerym uśmiechem. Utożsamia...
...więcej...
Gości online:
55
Liczba wierszy w serwisie:
25264
PARTNERZY SERWISU:
Kongres Kultury Polskiej
Śródmiejski Ośrodek Kultularny w Krakowie
Fragile - pismo kulturalne
Beata Skulska-Papp
888
sen o Niej

Erotyk chce napisać – tenże sam co sny z dzisiejszym wcześniej namalowały, ale……

…..prawdę powiedziawszy nie mam pojęcia jak się do tego zabrać... jeśli opisze urwane obrazy - pełni wymienionych miała nie będziesz.. jeśli zaś dołożę przemyślenia - będziesz wiedziała o mnie zbyt wiele? czy nie będzie to kreowało wyobrażenia Twojego choć w części?

byliśmy umówieni... trochę to trwało - za długo... bo dla czekającego wszystko jest „za....” dwie litery zmieniające postrzeganie rzeczywistości gdy ktoś ją komuś kreuje nie biorąc prawie w niej udziału... oczekiwanie to tak wielkie słowo, że poświęciłem mu wiele pisząc wprost do nieba...
ale wróćmy do tematu...
nie wiem jak Ty, ale ja czekam bardzo intensywnie na wszystko od Ciebie bijąc się z myślami o to, czy taka jaką z liter Cie znam jesteś, czy spontanicznością zachwycisz, czy powściągliwością zmartwisz.... miejsce w śnie było niedefiniowalne - i jak wszystkie wieloplanowe zmieniało sie na potrzeby duszących sie emocji... szłaś do mnie z kilkunastu metrów nie przyśpieszając kroku... ja również, choć czas się dłużył.... niczym był w porównaniu z oczekiwaniem, lecz przepełniał to jego naczynie jak kropla... monstrualnie wielka skoro ma przepełnić.

poruszałaś sie z gracją ...widziałem zwolnione Twoje ruchy mając czas na ich zapamiętanie i upajanie sie... ręce ..nogi.. głowa... włosy lekko rozwiane przez drugoplanowy wiatr... usta jedynie - nieruchome w rozchyleniu...z nimi do mnie szłaś... nie było cześć..witaj...dzień dobry.. /co oznacza że żółwika także/ po prostu podeszłaś i wspiąwszy się na palce pocałowałaś... to właściwie nie był pocałunek - muśnięcie raczej - podobnie jak błąkającego do pełnego porównać nie można, ale czy ślad po muśnięciu mniejszy od wyciśniętego? delikatność ulotnością żłobi głębokie koleiny....

obdarzony muśnięciem, pewny że ust językiem zwilżyć nie chce by śladów nie zatrzeć i kwitnącą emocję podtrzymać - objąłem Cię... jednak nie tylko usta brały udział w muśnięciu.... cała wibracji pełna muskałaś nie dotykając.... ławka... nie było jej wcześniej.. a może była na którymś z kolei planie? teraz miała swoją chwilę - ważną na miarę Oskara... siedliśmy.. zwrócona do mnie bokiem dawałaś podziwiać lekko zwilżone mną usta.... wpółprzymknięte oczy i włosy rozwiewane przez ten sam drugoplanowy wiatr.. na temat stroju nic nie powiem, gdyż zmienny był dla potrzeb scenariusza i nie do określenia - o tym przekonasz się wkrótce.. słowa..... popłynęły pierwsze jedynie po to bym mógł przekonać się znowu jaką ze swoim głosem spójną tworzysz całość... miękko i powoli... tak padały... każde palenie na ustach wywoływało w miejscu gdzie dotknęłaś..... minął czas jakiś - nieokreślony jak inne...gdy odwróciłaś się do mnie z uśmiechem który jeszcze większe palenie ust wywołał...lecz coś się pojawiło...

prawie niezauważalny błysk który na pożądanie szybko przetłumaczyłem... we śnie mogę wszystko - z założenia wychodząc że jako mój - moim przyjemnościom i pragnieniom nadrzędną rolę daje - innych do nich niecnie ;) wykorzystując.. pożądanie więc to było równe mojemu które dręczyło mnie od środka, na tyle świadome braku ujścia jak i moje myślenie... zważ że dla emocji to proste - wystarczy spełnienie... jednak gdy łączą się z myślą poprzez świat - pełny znaków zakazu i nakazu - uwolnić się nie mogą z pajęczyny konwenansów... ludzie... byli ale scenarzysta znów kreując rzeczywistość samotność we dwoje podarował... nawet ławce oczy zamknął by chwila tylko naszą własnością być mogła...wziąłem twarz Twoją w dłonie patrząc w oczy przez półprzymknięte powieki... dostrzegłem po raz kolejny błysk pożądania, czy pragnienia - oba jednakową wymowę w tym momencie miały.... zbliżyłem usta do Twoich lekko na początku starając się palący ślad dopasować, lecz pragnienie intensywności na wygraną skazane rozstać się kazało delikatności... to był długi pocałunek... nie miał końca choć jednocześnie trwał chwilę... na tyle jednak długą byś ust nie odrywając siadła mi na kolanach - twarzą w moją skierowaną stronę ... nogi pomiędzy swymi słodko uwięziwszy.... czułem teraz piersi na sobie ..ręce na szyi i we włosach... nie widziałem co robić ze swymi by chwili nie spłoszyć.....Twoje czułem za koszulą na plecach - Ty masz prawo w mym śnie płoszyć chwile zastępując ją wyraźniejszą..... nie dotknąłem Twego ciała... jeszcze nie teraz..... pomieszczenie.... gra muzyka... cicha... przy której rozmawiać łatwo... masz w ręku dużą lampkę wina... prawie połowę twarzy Ci zakrywa.... pijesz gdy chcesz oczy ukryć w obawie /nie wiem skąd to wiem/ że znajomy błysk dostrzegę... masz krótką spódniczkę... bluzkę odsłaniającą ramiona i jesteś bez bielizny... widzę wypukłości sutków lekko rysujące się pod materiałem... nie patrzę gdyż stają się wyraźniejsze gdy to robię...masz prawą nogę pod pupą lewą zaś prawie wyprostowaną.

siedzisz bokiem... jak ja.... nie wiem kto dolewa wina lecz robi to bezszelestnie... masz już rumieniec na twarzy... kątem oka dostrzegam koniec pończochy na tej wyprostowanej nodze... mimowolnie szukam tego obrazu na drugiej.... jednak cień spódniczki i oświetlenie przyćmione nie pozwala... dobrze bo tego było by już za wiele na barki starego człowieka dostrzegasz mój wzrok drażnisz się ze mną... wiesz jak można drażnić ledwie dostrzegalnymi ruchami.... dogłębnie.... widzisz w moich oczach pożądanie, a błyski w Twoich świecą już - nie błyszczą... ruch którym odstawiasz kieliszek.. sięgasz po mój i również odstawiasz był najbardziej wyczekiwanym przeze mnie od początku sceny.....to nie było podejście... na kolanach.. przez sofę... raczej skradanie.... na tyle powolne bym zauważył upragniony koniec pończochy na drugiej nodze, a w wiszącym za Tobą lustrze materiał spódniczki opinający sie na pupie.. lekko zadarty, lecz mimo rozporka nic nie odsłaniający.....
przerwa...
Twoje piersi w bluzce miałem już w zasięgu ust... spódniczka była już jedynie paskiem materiału na Twojej talii... guziczki rozpięte do miejsca gdzie piersi spotkawszy się raz kiedyś dyskusje na temat swojej atrakcyjności wiodą... miejsce gdzie krople potu pojawiają sie najszybciej i są najsmaczniejsze.... zarys pod bluzeczką obiecywał jędrność...tak było... patrzyły na mnie swoimi oczyma jakby chciałby oceny - która wcześniejsze dyskusje wygrała..... wziąłem każdą do ust koszule już mając rozpiętą i dłonie Twoje we wszystkich znanych mi miejscach... całowałem szyję czując jak zbyt obcisłe teraz spodnie rozstają się z paskiem a guziki rozpinane czy wyrwane nie stanowią już żadnej przeszkody... trzymając rękę na Twoich pośladkach czułem dotyk gdy wydobywałaś go na zewnątrz ruchem od dołu ku górze delikatnie drażniąc i wprawiając w drżenie.... Twoja pupa ledwie osłonięta skrawkiem materiału nie miała tajemnic... końcem palca czułem gorącą wilgoć podniecenia mieszającego się z pożądaniem i słowem – „już...”

odsunęłaś się... ręką głowę mi odchyliwszy bym nie patrzył co robisz, ale czuć pozwoliłaś.... nie ma pełniejszego w takiej chwili uczucia jak obwódka ust zamykająca się z lekkim naciskiem... ręka trzymająca u podstawy by drżenie powstrzymać... i taniec języka tam gdzie pożądanie boli najbardziej.... starając się myśleć o czymkolwiek innym niż ta rzeczywistość z rozkoszą poddawałem się torturze braku spełnienia które chociaż już blisko - czas nadal nieokreślony...ze swoim upływem i zatrzymywaniem się... równie bliskie i odległe się wydawało.... zapragnąłem wiedzieć jak smakujesz... wszędzie... obudziwszy się z letargu przejąłem inicjatywę........ pocałowałem w usta i położywszy już do połowy rozebraną na sofie patrzyłem na coś najbardziej podniecającego.... bezbronność... z rodzaju wytęsknionych...wyczekanych... teraz czas się zatrzymał... nie wiem na jak długo, ale odrobinę wstydu moim wpatrywaniem w twarzy zobaczyłem....schyliłem się między Twoje uda już w trakcie zapach podniecenia czując... gorąco biło mi w twarz gdy z otwartymi ustami zbliżałem się do najbardziej różowo-mrocznego miejsca na ciele kobiety....lekko drażniąc pocałunkami okolice wdychałem zapach i chłonąłem ciepło.... ręką na piersi czułem drżenie, które jako że nieregularne szalenie podnieca.... drżenie które poczułem gdy wchodziłem w Ciebie językiem było tym które chcę zapamiętać... to nie drżenie raczej... to spazm....naprężenie...wygięcie ciała naturalne jedynie w takiej chwili...rwane... jak ruch bez celu i zamiaru... złączony z krzykiem... a może westchnieniem...głośnym jeśli już i słyszalnym... głośniejszym niż muzyka i trzask ognia /nie wiem skąd - nie widziałem kominka/ język błądził po Twoim wnętrzu przechodząc potem nieco wyżej i ustępując miejsca palcom.... każdy z nich chciałby zagłębić sie w gorącej wilgoci, ale jednemu tylko było dane... i to na chwilę bo razem ze spazmem odchyliłaś za włosy moją głowę i sięgając do najbardziej sztywnej części mnie... chciałaś mieć go w środku..... od razu.. nie pozwoliłem... usiadłem ... Ty na mnie... chciałem mieć Twoje oczy przy swoich... mieszać oddechy i smaki.... mieć piersi w zasiągu ręki.... chwilę gdy się w Tobie zagłębiałem obserwowałaś zza zamkniętych powiek.... powoli? szybko? znowu czas i jego nieliniowość... gdy wszedł do końca zamarłaś bez ruchu... potem były jedynie delikatne - biodrami... bardzo delikatne... pulsowałem na granicy wytrzymałości napięty... czując Twoje wyprężone i wygięte ciało.. widząc odrzucone włosy i szyję w pełnej krasie.....mając piersi na torsie i na nim rysujące sutkami Twoje falowanie... mój krzyk był niczym w porównaniu z dźwiękiem jaki usłyszałem...i mocą intensywną...przeszywaniem.... dźwiękiem spełnienia..... potem bezruch.. znowu nie wiem czy chwilowy czy wieczny - bez znaczenie dla chwili i jej wyrazu... ponadczasowego - czas więc aktorem n-planu zostawszy zagubił się w scenerii... potem było wzajemne poznawanie siebie.. za pierwszym razem nie starczyło zmysłów.... pożądanie ogranicza percepcję - więc nie mogło Twoje z moimi konwersować.....


Liczba czytań: 2131 || Liczba głosów: 11
Prześlij link do tego wiersza znajomemu:
Email:
ostatnio dodane wiersze
1. ...jutro
2018-10-21
2. spotkanie
2018-10-21
3. ***
2018-10-21
4. w wirze
2018-10-21
5. wczoraj
2018-10-20
6. to było dawno
2018-10-20
7. jak nie tak to tak
2018-10-20
8. z ostatniej półki
2018-10-20
9. ***
2018-10-20
10. jedno a drugie
2018-10-20
11. kim naprawdę jesteś
2018-10-19
12. puste słowa
2018-10-18
13. kierunek
2018-10-18
14. Idę
2018-10-18
15.  jesień
2018-10-17
16. Czytając
2018-10-17
17. tak widzę jak patrzę
2018-10-17
18. Lepiej nie
2018-10-17
19. metal
2018-10-17
20. wśród nich
2018-10-17
21. przejdę się
2018-10-17
22. Klamra
2018-10-16
23. Bez Ciebie
2018-10-16
24. Kajdany
2018-10-16
25. Rozdzieleni
2018-10-16
26. Wieczornie
2018-10-16
27. i co ...?
2018-10-16
28. on
2018-10-16
29. Tak
2018-10-16
30. Bo...
2018-10-16
31. po drodze
2018-10-16
32. Sperłznienie (sic!) imigranta nad Tamizą
2018-10-16
[Home][Autorzy][Rejestruj się][Regulamin serwisu][Kontakt][Zgłoś naruszenie]


Copyright © 2006 - 2018 PoemProject