PoemProject PoemProject PoemProject
SZUKAJ:     Tytuły  Autorzy    
Home
Dzisiaj dodane
Dodane w tygodniu
TOP
Pokaż tomiki
Autorzy
O PoemProject
Historia
Regulamin serwisu
Patronat medialny
Współpraca
Forum PP
Kontakt
Login:
Hasło:
Rejestruj się
Zapomniałem hasło
Dagmara
Zdjęcie autora - kliknij aby zobaczyć powiększenie
a co tu mówić?...
...więcej...
Gości online:
18
Liczba wierszy w serwisie:
25284
PARTNERZY SERWISU:
Kongres Kultury Polskiej
Śródmiejski Ośrodek Kultularny w Krakowie
Fragile - pismo kulturalne
Beata Skulska-Papp
888
W Plejadach prozą i wierszem rozdział III Błękitny staw

Pierwszy zbudził się Andiro a zaraz po nim Małgosia. Na dworze było różowo a gdzieniegdzie niebieskawo.–Czy to możliwe Andiro że śniliśmy ten sam sen? –Tak, śpiąc trzymaliśmy się za ręce.
To znaczy że też widziałeś ten strumyk, ptaki, jeziora i gęsi? – Tak Małgosia – kochanie widziałem, te miejsca istnieją naprawdę i wszystkie stworzenia które tam widzieliśmy też.
–Przecież to jest Andiro wspaniałe, to mówiąc łza szczęścia spłynęła jej po policzku. –Czemu płaczesz? –Ach wiem że nadal żyją? –Tak, dopiero teraz spostrzegła że jest naga, z trudem sobie przypomniała kiedy ostatnio była w łazience. Wiedziała że Andiro nie ma łazienki a przy tym zastanawiała się czy nie jest potrzebna, brakowało jej codziennej toalety, tych kilku ruchów aby się ogarnąć. Lubiła też gotować, chociaż kochała zwierzęta to nie stroniła od dań mięsnych, nigdy nie umiała tych dwóch rzeczy w sobie pogodzić i przejść na wegetarianizm. Wstała po swoją cienką, beżową sukienkę, nakładając ją patrzyła na nagiego Andira. Ubierał się ale w co tego nie umiała zgadnąć, ubranie było w kolorze herbaty i trochę przypominało kombinezon ale nie miało w sobie tego chłodu a raczej ciepło i wyglądało nawet trochę sympatycznie.–Chcesz się Małgosia przejść? –Tak pójdźmy nad błękitny staw. Małgosia przez chwilę oparła głowę na ramieniu Andira. –To chodźmy powiedziała. Szli jakąś inną drogą niż ostatnio, gdzieniegdzie stały domy podobne do ich domu, mijali całe rodziny Plejadian, Małgosia robiła powitalne gesty,kilka razy powiedziała dzień dobry jednak nikt jej nie odpowiedział ale każdy do którego się zwracała spojrzał na nią oczyma pełnymi ciepła i mądrości świata,troszkę dalej dostrzegła bawiące się dzieci.

–Nie wstydź się Plejadian Gosiu
–i się nie bój nic ich wcale,
–nikt nie sprawi ci przykrości,
–nie przysporzy nikt ci żalu.

–Spójrz Andiro teraz proszę,
–oczy figla mi płatają,
–dzieci się nad pleją wznoszą
–o, a teraz znów biegają.

–Pomyśl Gosiu – chcę do góry
–aby ptaków nie przepłoszyć,
–popatrz coraz bliżej chmury,
–już się zaczęliśmy wznosić.

–Ach Andiro tak jak dzieci
–my też latać potrafimy,
–słońce coraz bliżej świeci,
–my lecimy, ach lecimy.


–Andiro cudownie tylko pomyślałam tak i już zaczęłam wzlatywać, a ty ze mną, lećmy przed siebie i nad błękitny staw, o już go chyba widzę. –Tak, siadamy. Ale ja nie umiem pływać. –Nie bój się, zrzuć sukienkę, ja też zdejmę swój galanteon. Powoli na nieznane Małgosi zarośla opadały ich ubrania w tym samym czasie dotknęły ich co oni wody. Woda była przejrzysta i miękka a jednocześnie idealnie błękitna. Małgosia chciała pływać i ku swojemu zdziwieniu i radości spostrzegła że właśnie to robi. Andiro pływam,
zobacz pływam, a zawsze bałam się spróbować,
wszystkie dzieci na wsi od dawna juz umiały pływać tylko ja jedna nie. Więc gońmy Gosiu tą falę ale pozwólmy jej uciec, zobaczymy gdzie nas doprowadzi. Mhm.

–Teraz dotknij mojej dłoni
–a wzniesiemy się nad fale
–i będziemy jedną gonić
–by nam ciągle uciekała.

Najpierw gonili tą ale zniknęła
równie szybko jak się pojawiła, później przyszła następna ale wynurzyła się tylko pięć razy i zrównała się z gładką w tym miejscu taflą wody.
Dopiero trzecia zdawała się być najbardziej chętną do zabawy tym samym prowadząc ich dalej i dalej
aż na sam środek stawu.Wtedy jakby w tej samej chwili ułożyli się na plecach. Nic nie robili a jednak woda utrzymywała ich na powierzchni.

–Andiro –mhm? Ile masz lat? –Jestem bliski początku i taki sam. –A ja? –Przecież wiesz dziewiętnaście. –Nie, nie to, tylko jak długo mogę żyć na plei? –Tak jak ja, zwierzęta, ptaki, inni plejadjanie,– to znaczy? –Wiecznie. Małgosi niepojęte dreszcze przeszły po plecach, –wiecznie? Powtórzyła. –Tak. –Idąc tu Andiro widzieliśmy całe rodziny Plejadjan, jak gdyby w różnym wieku dzieci... –Tak przywołujemy Czas gdy pragniemy być starsi, –Czas to osoba? –Tak ale niewidoczna dla większości Plejadian, tylko kilku z nas go może widzieć, –a ty? –Ja nie. –Jak wygląda? –Jest mędrcem odzianym mgłą gotowym usiąść w wielu miejscach. –Nie wszędzie? –Nie, –a Andiro twoi rodzice? –Mijaliśmy ich, cieszą się Małgosiu
tobą ogromnie –i ja się cieszę i to bardzo.
Teraz leżeli bez słowa lekko unosząc się, to opadając pieszczeni przez nadpływające fale, usnęli.Nad nimi przelatywały łabędzie, wiatr bawił się listkami brzóz nucąc przy tym tak dźwięcznie jak tylko potrafił, szpaki obsiadły pobliskie topole czyniąc przy tym przyjemny hałas. Nadchodził wieczór, powietrze stało się odrobinę chłodniejsze,
na pobliskie wysepki powychodziły żaby, to własnie ich głosy zbudziły Małgosię, jednak gwar jaki współtworzyły był nieco inny od tego jaki robiły ziemskie żaby. Jej palce musnęły twarzy Andira –kochanie a że nie odpowiadał postanowiła zbudzić go inaczej.Po krótkiej chwili takich zabiegów poczuł przyjemne uczucie na wargach, dopiero za trzecim razem rozpoznał że to pocałunek. Uśmiechnął się czekając na następną pieszczotę. Woda w tym miejscu była bardzo płytka, byli prawie przy samym brzegu, Andiro plecami opierał się o niewielki wzgórek a od pasa w dół lekko zanurzony był w wodzie. Pieszczoty Małgosi stawały się coraz śmielsze, ciało Andira reagowało prawie na każdą z nich co sprawiało jej niewątpliwą radość. Jednakże jakaś cząstka kobiecości była teraz odrobinę zawstydzona, mimo to ustami błądziła po wcześniej wytyczonych szlakach chwilami przywierając jednym lub drugim policzkiem do Andira. Będąc już bardzo blisko przytuliła się mocniej niż zwykle trwając tak jakąś chwilę. Uniosła głowę i spojrzała w jego piękne zielone oczy widziała w nich ten sam bezmiar miłości którym teraz na niego patrzyła. Dwoma rękami odepchnęła się od torsu Andira
tym samym zsuwając się o kilka centymetrów niżej.

–Pragnę zapach teraz poczuć,
–podniebieniem smak ten słodki,
–widzieć błogość w twoich oczach
–aż zostanie senny dotyk.

–Później uśmiech podarować
–wtulić tobie się w ramiona
–serce chwilą tą radować,
–usnąć tak uszczęśliwiona.

–I śnić o czym grają świerszcze,
–czemu wiatr na wydmach huczy,
–czemu słodkie są tak deszcze,
–gdzie się burza z wichrem włóczy.

–Taką nagą ze snu zbudzić
–wciąż pieszczona twym oddechem
–zerwać kwiat pachnącej róży
–i przeciągnąć się z uśmiechem.

Liczba czytań: 540 || Liczba głosów: 0
Prześlij link do tego wiersza znajomemu:
Email:
ostatnio dodane wiersze
1. Hej ...bedzie jak chcesz
2018-10-23
2. Bo jesteś
2018-10-23
3. Nieidealnie
2018-10-23
4. Czy odnajdziesz siebie?
2018-10-23
5. Opowiem Ci legendę
2018-10-23
6. Twój portret
2018-10-23
7. Dwie części duszy
2018-10-23
8. Wśród mroku latarni
2018-10-23
9. Cisza
2018-10-23
10. nie chcę tak ...
2018-10-23
11. Biały Kruk
2018-10-23
12. przesądy
2018-10-23
13. Rejs
2018-10-23
14. Krótki wiersz o dosłowności
2018-10-22
15. Wariat
2018-10-22
16. Na serca dnie
2018-10-22
17. Wieczorem
2018-10-22
18. Myśli wymiana
2018-10-22
19. ...czasem
2018-10-22
20. po staremu
2018-10-22
21. ...jutro
2018-10-21
22. spotkanie
2018-10-21
23. ***
2018-10-21
24. w wirze
2018-10-21
25. wczoraj
2018-10-20
26. to było dawno
2018-10-20
27. jak nie tak to tak
2018-10-20
28. z ostatniej półki
2018-10-20
29. ***
2018-10-20
30. jedno a drugie
2018-10-20
31. kim naprawdę jesteś
2018-10-19
32. puste słowa
2018-10-18
[Home][Autorzy][Rejestruj się][Regulamin serwisu][Kontakt][Zgłoś naruszenie]


Copyright © 2006 - 2018 PoemProject