PoemProject PoemProject PoemProject
SZUKAJ:     Tytuły  Autorzy    
Home
Dzisiaj dodane
Dodane w tygodniu
TOP
Pokaż tomiki
Autorzy
O PoemProject
Historia
Regulamin serwisu
Patronat medialny
Współpraca
Forum PP
Kontakt
Login:
Hasło:
Rejestruj się
Zapomniałem hasło
bogusiaes
B ogusia tak brzmi skrót mego imienia
O dnalazłam kiedyś sens sw...
...więcej...
Gości online:
18
Liczba wierszy w serwisie:
24105
PARTNERZY SERWISU:
Kongres Kultury Polskiej
Śródmiejski Ośrodek Kultularny w Krakowie
Fragile - pismo kulturalne
Beata Skulska-Papp
888
Z listów do poetki - w tonacji żółtego lata

Kochana!
W ostatnim liście pisałaś o tym, jak na dnie ciepłej ,słonej wody,
dojrzewają czarne perły, ze zwyczajnego ziarenka piasku,
w twardych skorupach muszli perłopławów. Zapewniam Cię że nie było nic smaczniejszego, niż frutti di mare,
które jedliśmy tamtego wieczora, pod lampkami
nabrzmiałymi wytrawnością winnic Toskanii. Nasze spacery...
Skrzyżowania śladów na śniegu, a jakby na kwarcowych plażach Arutas.
Ciągle pamiętam Twoje chłodne dłonie, takie drobne, wśród szeptów morza
spadzi diamentowanej.Ta, jakby w lodowe igły zamknięta w nas pamięć
śródziemnych głębi. Hen, najgłębiej, gdzieś pod archipelagiem serca.
Ze stalowego nieba nad nami, odłupane ze stosin, ze śniegowego pióra,
i twarde i roziskrzone łzy...

Kochana!
Ja napiszę o tym co kocham tutaj, u siebie. W zaciszu tak Tobie odległym.
Napiszę o wietrze. Wiatr chcesz? Ten wolny powiew do którego nikt
nie rości praw własnościowych.
Pisząc o wietrze z podlaskich lasów, uroczysk, zapiaszczonych ugorów
i zagajeń brzeziną, jakby rozciągniętych do pionu lamp łukowych –
nie kradnę mu słów z ust. Nie mogę mieć skrzydeł bocianich na własność.
Ja kontrast łamanej w nich czerni i bieli, jak oddech wypożyczam.Na podobieństwo wróbli, zaplątanych w słomiane strzechy skansenów.

Wcale nietrudno być dzieckiem, bardem, poetą, gdy się leży na kopie siana
pod jarzębiną. Ach! Podglądać sierpniowe słońca przez przydymione szkiełka. Być. Tak po prostu, widownią potrzebną nikomu
w pierwszych rzędach loży, pod baldachami ostów.I można udawać
że to prywatne nadfioletowo-kameralne zaćmienie.
Tu, gdzie słoneczne wiosło miesza z barwami sady jabłczane,
pstre i pękate, podobne pachnącym matrioszkom. Gdzie dzikie grusze na miedzach i zawstydzone malwy to panny smukłe, zwiewnie ubrane.

Tu chwila taka – że ledwie zauważona, a już jej nie ma. Jakby bezdźwięczny błysk, poprzez pęknięcie gromu, z fiolek nieba chabrowo – przejrzystych,
(sierpiennik wszak w słońce nie skąpy) pociętych na witrażowe ornamenty
jaskółczymi śmigami - wpadł na skronie jesieni. Po nim tylko pozostał zapach,
dojrzały i rześki. Jakaś nostalgiczna tęsknota ozonu, i trochę nici na wietrze
z kusej powłóczystości lata.

-I jeszcze to granie słychać. Coś jakby wiolonczele z bursztynu. W niej, rozpisane na partytury requiem żabio-świerszczowe.
A strun napięcie dostraja, z nizin - brzęczenie komarów nad stawem.
Z zachodzeń - pachnienie igliwia pod słońce W suszonej szałwii bazylii i miętach.
W herbacie parzonej z lipowego kwiatu, słodzonej wrzosowym brzęczeniem
pasieki, z odrobiną startych w moździerzu łętów leśnej maliny -
ukryte magie tajemne.
Pod mgielną zazdrostką wieczoru - figlarny palec boruty smuży,
i plecie warkocze spóźnionym żniwiarkom. I rusałkom
pochylonym, nad sadzawkami myje włosy. A one drżą
wśród sitników i pastwisk wąskością w biodrach listowi i sowim pohuku.
Wywracają falbany kiecek na zamszową stronę. A może to sam
maestro Chopin - dyrygent wierzbowy, przyszedł pozbierać przekwitłe wianki barwinków i nuty pstrokate podrzucić kukułkom.

Właśnie dzisiaj. W te duszne i bezpańskie noce, gdy księżyc taki ogromny,
na pewno byś dała mu imię – cacciatori di luna.
Tylu już złapało nitki z jego płaszcza i motają na kłębki, chowają pod poduszki,
albo sprzedają za srebrny sen. A ja, mógłbym powiedzieć – spójrz,
prawie nic nie zostało.Tylko ogryziony paznokieć na niebie udaje łódź
dla życiowych rozbitków, albo wieszak dla spojrzeń parze niedoszłych kochanków.
Szkoda że Ciebie tu nie ma, bo ukradłbym i podarował ci gwiazdę.
Tak zwyczajnie, na dłoni.
Na starej papierówce w ogrodzie sąsiada, dojrzały ich całe konstelacje.
Taki ciepły kawałeczek soczystego Edenu o śliskich pestkach, w zasięgu.


Liczba czytań: 872 || Liczba głosów: 2
Prześlij link do tego wiersza znajomemu:
Email:
ostatnio dodane wiersze
1. filozofia zycia
2018-01-18
2. osiagniecia czlowieka
2018-01-18
3. szaroburo
2018-01-18
4. przeslanie
2018-01-17
5. dzien babci
2018-01-17
6. ***
2018-01-16
7. stan wojenny
2018-01-16
8. solidarnosc
2018-01-16
9. Panie Administratorze
2018-01-15
10. swieta
2018-01-15
11. narodziny pana
2018-01-15
12. milosc po grob
2018-01-15
13. pamiec
2018-01-14
14. wzloty i upadki
2018-01-14
15. oswiadczenie jadwigi
2018-01-14
16. ***
2018-01-14
17. chrzest litwy
2018-01-14
18. ***
2018-01-13
19. ***
2018-01-13
20. kanion zycia
2018-01-13
21. kruszyna
2018-01-12
22. cialo bez duszy
2018-01-12
23. ku zdrad konca
2018-01-12
24. zycie
2018-01-12
25. krew
2018-01-11
26. ulani
2018-01-11
27. atak
2018-01-11
28. ***
2018-01-11
29. kazimierz
2018-01-11
30. korona
2018-01-10
31. unia polsko litewska czesc dalsza
2018-01-10
32. unia polsko litewska
2018-01-10
[Home][Autorzy][Rejestruj się][Regulamin serwisu][Kontakt][Zgłoś naruszenie]


Copyright © 2006 - 2018 PoemProject