PoemProject PoemProject PoemProject
SZUKAJ:     Tytuły  Autorzy    
Home
Dzisiaj dodane
Dodane w tygodniu
TOP
Pokaż tomiki
Autorzy
O PoemProject
Historia
Regulamin serwisu
Patronat medialny
Współpraca
Forum PP
Kontakt
Login:
Hasło:
Rejestruj się
Zapomniałem hasło
Sora.pl
Zdjęcie autora - kliknij aby zobaczyć powiększenie
Co w sobie lubię?
To to czego nie zgubię
Mimo błądzenia <...
...więcej...
Gości online:
45
Liczba wierszy w serwisie:
24610
PARTNERZY SERWISU:
Kongres Kultury Polskiej
Śródmiejski Ośrodek Kultularny w Krakowie
Fragile - pismo kulturalne
Beata Skulska-Papp
888
Z listów do poetki - w tonacji żółtego lata

Kochana!
W ostatnim liście pisałaś o tym, jak na dnie ciepłej ,słonej wody,
dojrzewają czarne perły, ze zwyczajnego ziarenka piasku,
w twardych skorupach muszli perłopławów. Zapewniam Cię że nie było nic smaczniejszego, niż frutti di mare,
które jedliśmy tamtego wieczora, pod lampkami
nabrzmiałymi wytrawnością winnic Toskanii. Nasze spacery...
Skrzyżowania śladów na śniegu, a jakby na kwarcowych plażach Arutas.
Ciągle pamiętam Twoje chłodne dłonie, takie drobne, wśród szeptów morza
spadzi diamentowanej.Ta, jakby w lodowe igły zamknięta w nas pamięć
śródziemnych głębi. Hen, najgłębiej, gdzieś pod archipelagiem serca.
Ze stalowego nieba nad nami, odłupane ze stosin, ze śniegowego pióra,
i twarde i roziskrzone łzy...

Kochana!
Ja napiszę o tym co kocham tutaj, u siebie. W zaciszu tak Tobie odległym.
Napiszę o wietrze. Wiatr chcesz? Ten wolny powiew do którego nikt
nie rości praw własnościowych.
Pisząc o wietrze z podlaskich lasów, uroczysk, zapiaszczonych ugorów
i zagajeń brzeziną, jakby rozciągniętych do pionu lamp łukowych –
nie kradnę mu słów z ust. Nie mogę mieć skrzydeł bocianich na własność.
Ja kontrast łamanej w nich czerni i bieli, jak oddech wypożyczam.Na podobieństwo wróbli, zaplątanych w słomiane strzechy skansenów.

Wcale nietrudno być dzieckiem, bardem, poetą, gdy się leży na kopie siana
pod jarzębiną. Ach! Podglądać sierpniowe słońca przez przydymione szkiełka. Być. Tak po prostu, widownią potrzebną nikomu
w pierwszych rzędach loży, pod baldachami ostów.I można udawać
że to prywatne nadfioletowo-kameralne zaćmienie.
Tu, gdzie słoneczne wiosło miesza z barwami sady jabłczane,
pstre i pękate, podobne pachnącym matrioszkom. Gdzie dzikie grusze na miedzach i zawstydzone malwy to panny smukłe, zwiewnie ubrane.

Tu chwila taka – że ledwie zauważona, a już jej nie ma. Jakby bezdźwięczny błysk, poprzez pęknięcie gromu, z fiolek nieba chabrowo – przejrzystych,
(sierpiennik wszak w słońce nie skąpy) pociętych na witrażowe ornamenty
jaskółczymi śmigami - wpadł na skronie jesieni. Po nim tylko pozostał zapach,
dojrzały i rześki. Jakaś nostalgiczna tęsknota ozonu, i trochę nici na wietrze
z kusej powłóczystości lata.

-I jeszcze to granie słychać. Coś jakby wiolonczele z bursztynu. W niej, rozpisane na partytury requiem żabio-świerszczowe.
A strun napięcie dostraja, z nizin - brzęczenie komarów nad stawem.
Z zachodzeń - pachnienie igliwia pod słońce W suszonej szałwii bazylii i miętach.
W herbacie parzonej z lipowego kwiatu, słodzonej wrzosowym brzęczeniem
pasieki, z odrobiną startych w moździerzu łętów leśnej maliny -
ukryte magie tajemne.
Pod mgielną zazdrostką wieczoru - figlarny palec boruty smuży,
i plecie warkocze spóźnionym żniwiarkom. I rusałkom
pochylonym, nad sadzawkami myje włosy. A one drżą
wśród sitników i pastwisk wąskością w biodrach listowi i sowim pohuku.
Wywracają falbany kiecek na zamszową stronę. A może to sam
maestro Chopin - dyrygent wierzbowy, przyszedł pozbierać przekwitłe wianki barwinków i nuty pstrokate podrzucić kukułkom.

Właśnie dzisiaj. W te duszne i bezpańskie noce, gdy księżyc taki ogromny,
na pewno byś dała mu imię – cacciatori di luna.
Tylu już złapało nitki z jego płaszcza i motają na kłębki, chowają pod poduszki,
albo sprzedają za srebrny sen. A ja, mógłbym powiedzieć – spójrz,
prawie nic nie zostało.Tylko ogryziony paznokieć na niebie udaje łódź
dla życiowych rozbitków, albo wieszak dla spojrzeń parze niedoszłych kochanków.
Szkoda że Ciebie tu nie ma, bo ukradłbym i podarował ci gwiazdę.
Tak zwyczajnie, na dłoni.
Na starej papierówce w ogrodzie sąsiada, dojrzały ich całe konstelacje.
Taki ciepły kawałeczek soczystego Edenu o śliskich pestkach, w zasięgu.


Liczba czytań: 904 || Liczba głosów: 2
Prześlij link do tego wiersza znajomemu:
Email:
ostatnio dodane wiersze
1. Zwiastun burzy (Żyleta)
2018-07-15
2. Korona pragnień
2018-07-15
3. Ocean ognia (Żyleta)
2018-07-15
4. Ton ciszy...
2018-07-15
5. Ukryte fantazje (Żyleta)
2018-07-14
6. Przyjdzie taki dzień...
2018-07-14
7. Zaczarowany...
2018-07-14
8. Ukryte pragnienia
2018-07-14
9. Uśmiechem
2018-07-13
10. Gry...
2018-07-13
11. Na kawy kubku
2018-07-13
12. Jak jesienne ptaki...
2018-07-13
13. Duchowa migrena
2018-07-13
14. Nieco inaczej
2018-07-12
15. Za zasłoną słów...
2018-07-12
16. Gdy nie patrzy nikt
2018-07-12
17. Karty Losu (Żyleta)
2018-07-12
18. Bez koszyka na grzyby
2018-07-12
19. coś tak za szybko
2018-07-12
20. Dialog
2018-07-11
21. Empatycznie...
2018-07-11
22. Sen podarowany
2018-07-11
23. Małe szczęścia
2018-07-11
24. Kobieta w koralowej sukni
2018-07-11
25. W biały dzień bywa najciemniej
2018-07-10
26. bywa z czasem
2018-07-10
27. Odpowiedź
2018-07-09
28. Odwrócony pocałunek
2018-07-09
29. Spełnione marzenia
2018-07-09
30. Definicja piękna
2018-07-09
31. i tak
2018-07-07
32. jak ci pomóc
2018-07-06
[Home][Autorzy][Rejestruj się][Regulamin serwisu][Kontakt][Zgłoś naruszenie]


Copyright © 2006 - 2018 PoemProject