PoemProject PoemProject PoemProject
SZUKAJ:     Tytuły  Autorzy    
Home
Dzisiaj dodane
Dodane w tygodniu
TOP
Pokaż tomiki
Autorzy
O PoemProject
Historia
Regulamin serwisu
Patronat medialny
Współpraca
Forum PP
Kontakt
Login:
Hasło:
Rejestruj się
Zapomniałem hasło
Trewor
Mam Na imie Jakub....
...więcej...
Gości online:
25
Liczba wierszy w serwisie:
24424
PARTNERZY SERWISU:
Kongres Kultury Polskiej
Śródmiejski Ośrodek Kultularny w Krakowie
Fragile - pismo kulturalne
Beata Skulska-Papp
888
Poślubiny Tadeusza i Zosi

A wreszcie po zabawach, po tańcach, hulankach
czas przyszedł na wieczerzę ciał,
namiętność przyrzeczonych sobie kochanków.

W pięknej izbie ukwieconej, wśród szafranów i bławatów,
gdzie komoda jest złocona, piękny portret jest na ścianie
stało łoże całe w bieli, w którym niegdyś, lat temu naście
Gerwazy mężnie pokalał był dziewic piętnaście.
Dzisiaj Tadeusz, jurny jegomość musi się zmierzyć z rzeczą niemałą,
z dziewczyny płochej jak mu się zdało, uczynić panią pełną powabu.
Lecz nie podzielał on losów rodziny, mimo iż w świecie wszakże obyty,
w wojaczce szwarny, lis był to chytry,
kobieta -ląd obcy, piekielne ziele.

Zaczyna żwawo, mocno dłoń Zofii chwyta,
całuje ją czule, aż cieknie mu ślina.
Ogień sromotny przeszywa mu ciało,
nie wie co robić, już w gardle mu zaschło.
Zosia nań patrzy z wielkim przejęciem,
bardzo by chciała mu pomóc w udręce.
Pamiętać nam trzeba, że owymi czasy,
Na licznych pensyjach bywała przez laty.
Tam nieraz się zdało, że przy blasku świecy,
miecz wielkopański jej łono kaleczył.
Dzielni wojacy, bogaci mężowie
znali ją lepiej niż Mickiewicz nam zowie.
Stoi więc Zosia biedaczka nasza,
tęskni za ostrą gierką, z pejczem i na obcasach.
Stoi i patrzy, patrzy i wzdycha:
o ja nieboga on mnie nie….
Tadeusz widzi niepokój w jej oczach,
Zaczyna więc zrywać suknię z wiotkiej kibici.
Nagle co widzi, zrzedła mu mina
Gorset bielony, a przy nim haftek dwa równiutkie rzędy,
oczom swym chłopina nie wierzy.
Spocone dłonie krążą niezgrabnie,
już się z nimi uporał i nagrody czeka snadnie,
a tu wszędzie tłuszczu wałeczki, aż odróżnić trudno,
co piersią zwano od tego, co zgubić trudno.
Boi się szwarny Tadeusz nasz jurny,
że nie wytrzyma i na posadzkę pawia puści.
Zosia rumieńcem twarz swą pokryła,
a Tadek dalsze odkrycia poczyna.
A pod sukienką haftem złoconą kryła dalsze dziwy,
nosiła pantalony, cuda to czy kpiny.
To co teraz się stało niczym walka z wrogiem,
który ukrywa się w gęstwinie, a jest tuż za rogiem.
Las amazoński ukazał się w całej swej okazałości.
Zosieńka czeka, rozwoju wydarzeń żądna,
stoi naga przed wybrankiem swego serca,
Myśląc czy to ogier czy płocha sarenka .

Czuje jego ostry zapach, już poranna rosa jej łono osacza.
Tadeusz żwawo pozbawia się fraka, tu koszula, tam spodnie
już, już dziewko droga zaraz ukaże się i jego najdroższa odnoga,
Zosia wręcz zbladła, już się z nóg słania,
czy to nowa moda czy szyderstwo drania???
On nie miał tam ni pól włoska,
gładziutki niczym młoda gąska.
To co zobaczyła u swego młodziana, nie budziło podziwu
W końcu wielu w swym życiu już amantów miała.

Przejdźmy już do rzeczy, będą się migdalić?
na to każdy czeka, czy młody czy stary.

Więc po trudach i bojach, minutach znamiennych,
zaniósł ją Tadeusz na stół rodu szlachetny.
Widział to gdzieś, kiedyś, przecie prasa była
Przy czymś chłop musiał, trzepać kapucyna.
Przyciągnął ją mocno i niczym strzała
chciał się weń wślizgnąć, gdzież ten otwór w gęstwinie podziała?!
Chybił, raz i drugi aż mu pękła strzała.

Zofia tylko patrzy, oczami przewraca
rzuca się na niego prawie biedak zasłabł.
Nie zwyczajny był przecie do takiego balastu.
Jak runęli na ziemię tak nasz Tadek zasnął.

Obudziła go Zofia, która mimo wagi
sprawnie władała swoimi członkami.
Pieściła go czule, ramiona, tors, uda,
to były dla Tadeusza prawdziwe cuda.
I ona świata niemało zwiedziła
znała sztuczki zacne, bardzo europejskie.
Jego przyrodzenie lizała i ssała,
całowała, głaskała, aż się nań nadziała.
Swe dłonie oparła o tors jego twardy
i galopowała nie bacząc na czarty.
Tak rozsmakowała się w owej niecnocie,
że unosząc się w szale na swym jurnym kocie
uderzyła głową w baldachim miedziany.
I wszystko szlak, upadło
i krwi na łożu też nie zabrakło.

Tadeusz zamiast kochankę swoją poratować,
rozpływał się w swej rozkoszy, niczym w miodzie pszczoła.

Zofia ozdrowiała, harde to babisko
i na prześcieradle krew była.
Co prawda nie dziewicza,
ale o tym nikt nie wiedział oprócz imić dziedzica.
Uznał waćpan, że są teraz są oboje kwita.


Liczba czytań: 1563 || Liczba głosów: 0
Prześlij link do tego wiersza znajomemu:
Email:
ostatnio dodane wiersze
1. Cudowna z czy bez
2018-05-22
2. O miłości nietylko
2018-05-22
3. Zwierciadło pragnień
2018-05-22
4. W kajdanach
2018-05-22
5. Scaleni
2018-05-22
6. Pod zdziwioną gwiazdą
2018-05-21
7. Pokochanie
2018-05-21
8. W bezdechu
2018-05-21
9. Szukając Eurydyki
2018-05-21
10. Fizyka duszy
2018-05-21
11. Zachód
2018-05-20
12. Zagubieni
2018-05-20
13. Tobą
2018-05-20
14. Takt miłosny
2018-05-19
15. Bunt
2018-05-18
16. Aragorn - Strażnik Północy
2018-05-18
17. Arwen Undómiel - Gwiazda Wieczorna
2018-05-18
18. Że krótko
2018-05-18
19. Wiedzieć
2018-05-18
20. W poszukiwaniu sensu
2018-05-17
21. Spoglądając w Ciebie
2018-05-17
22. Zdefiniowany świat
2018-05-17
23. Krople rosy
2018-05-16
24. W ciszy...
2018-05-16
25. Szklana Góra
2018-05-16
26. Być może...
2018-05-16
27. Intelektualne pragnienia
2018-05-15
28. Podróż do wnętrza uczuć
2018-05-15
29. Twierdze i Żywioły
2018-05-15
30. Z definicji...
2018-05-15
31. My
2018-05-15
32. Tam gdzie milczą anioły
2018-05-14
[Home][Autorzy][Rejestruj się][Regulamin serwisu][Kontakt][Zgłoś naruszenie]


Copyright © 2006 - 2018 PoemProject