PoemProject PoemProject PoemProject
SZUKAJ:     Tytuły  Autorzy    
Home
Dzisiaj dodane
Dodane w tygodniu
TOP
Pokaż tomiki
Autorzy
O PoemProject
Historia
Regulamin serwisu
Patronat medialny
Współpraca
Forum PP
Kontakt
Login:
Hasło:
Rejestruj się
Zapomniałem hasło
Nassanael
Studiuje Historię w Toruniu. Jestem z Mikołajek na Mazurach. Wierszuje...
...więcej...
Gości online:
25
Liczba wierszy w serwisie:
24784
PARTNERZY SERWISU:
Kongres Kultury Polskiej
Śródmiejski Ośrodek Kultularny w Krakowie
Fragile - pismo kulturalne
Beata Skulska-Papp
888
Poślubiny Tadeusza i Zosi

A wreszcie po zabawach, po tańcach, hulankach
czas przyszedł na wieczerzę ciał,
namiętność przyrzeczonych sobie kochanków.

W pięknej izbie ukwieconej, wśród szafranów i bławatów,
gdzie komoda jest złocona, piękny portret jest na ścianie
stało łoże całe w bieli, w którym niegdyś, lat temu naście
Gerwazy mężnie pokalał był dziewic piętnaście.
Dzisiaj Tadeusz, jurny jegomość musi się zmierzyć z rzeczą niemałą,
z dziewczyny płochej jak mu się zdało, uczynić panią pełną powabu.
Lecz nie podzielał on losów rodziny, mimo iż w świecie wszakże obyty,
w wojaczce szwarny, lis był to chytry,
kobieta -ląd obcy, piekielne ziele.

Zaczyna żwawo, mocno dłoń Zofii chwyta,
całuje ją czule, aż cieknie mu ślina.
Ogień sromotny przeszywa mu ciało,
nie wie co robić, już w gardle mu zaschło.
Zosia nań patrzy z wielkim przejęciem,
bardzo by chciała mu pomóc w udręce.
Pamiętać nam trzeba, że owymi czasy,
Na licznych pensyjach bywała przez laty.
Tam nieraz się zdało, że przy blasku świecy,
miecz wielkopański jej łono kaleczył.
Dzielni wojacy, bogaci mężowie
znali ją lepiej niż Mickiewicz nam zowie.
Stoi więc Zosia biedaczka nasza,
tęskni za ostrą gierką, z pejczem i na obcasach.
Stoi i patrzy, patrzy i wzdycha:
o ja nieboga on mnie nie….
Tadeusz widzi niepokój w jej oczach,
Zaczyna więc zrywać suknię z wiotkiej kibici.
Nagle co widzi, zrzedła mu mina
Gorset bielony, a przy nim haftek dwa równiutkie rzędy,
oczom swym chłopina nie wierzy.
Spocone dłonie krążą niezgrabnie,
już się z nimi uporał i nagrody czeka snadnie,
a tu wszędzie tłuszczu wałeczki, aż odróżnić trudno,
co piersią zwano od tego, co zgubić trudno.
Boi się szwarny Tadeusz nasz jurny,
że nie wytrzyma i na posadzkę pawia puści.
Zosia rumieńcem twarz swą pokryła,
a Tadek dalsze odkrycia poczyna.
A pod sukienką haftem złoconą kryła dalsze dziwy,
nosiła pantalony, cuda to czy kpiny.
To co teraz się stało niczym walka z wrogiem,
który ukrywa się w gęstwinie, a jest tuż za rogiem.
Las amazoński ukazał się w całej swej okazałości.
Zosieńka czeka, rozwoju wydarzeń żądna,
stoi naga przed wybrankiem swego serca,
Myśląc czy to ogier czy płocha sarenka .

Czuje jego ostry zapach, już poranna rosa jej łono osacza.
Tadeusz żwawo pozbawia się fraka, tu koszula, tam spodnie
już, już dziewko droga zaraz ukaże się i jego najdroższa odnoga,
Zosia wręcz zbladła, już się z nóg słania,
czy to nowa moda czy szyderstwo drania???
On nie miał tam ni pól włoska,
gładziutki niczym młoda gąska.
To co zobaczyła u swego młodziana, nie budziło podziwu
W końcu wielu w swym życiu już amantów miała.

Przejdźmy już do rzeczy, będą się migdalić?
na to każdy czeka, czy młody czy stary.

Więc po trudach i bojach, minutach znamiennych,
zaniósł ją Tadeusz na stół rodu szlachetny.
Widział to gdzieś, kiedyś, przecie prasa była
Przy czymś chłop musiał, trzepać kapucyna.
Przyciągnął ją mocno i niczym strzała
chciał się weń wślizgnąć, gdzież ten otwór w gęstwinie podziała?!
Chybił, raz i drugi aż mu pękła strzała.

Zofia tylko patrzy, oczami przewraca
rzuca się na niego prawie biedak zasłabł.
Nie zwyczajny był przecie do takiego balastu.
Jak runęli na ziemię tak nasz Tadek zasnął.

Obudziła go Zofia, która mimo wagi
sprawnie władała swoimi członkami.
Pieściła go czule, ramiona, tors, uda,
to były dla Tadeusza prawdziwe cuda.
I ona świata niemało zwiedziła
znała sztuczki zacne, bardzo europejskie.
Jego przyrodzenie lizała i ssała,
całowała, głaskała, aż się nań nadziała.
Swe dłonie oparła o tors jego twardy
i galopowała nie bacząc na czarty.
Tak rozsmakowała się w owej niecnocie,
że unosząc się w szale na swym jurnym kocie
uderzyła głową w baldachim miedziany.
I wszystko szlak, upadło
i krwi na łożu też nie zabrakło.

Tadeusz zamiast kochankę swoją poratować,
rozpływał się w swej rozkoszy, niczym w miodzie pszczoła.

Zofia ozdrowiała, harde to babisko
i na prześcieradle krew była.
Co prawda nie dziewicza,
ale o tym nikt nie wiedział oprócz imić dziedzica.
Uznał waćpan, że są teraz są oboje kwita.


Liczba czytań: 1579 || Liczba głosów: 0
Prześlij link do tego wiersza znajomemu:
Email:
ostatnio dodane wiersze
1. rytm
2018-08-20
2. sylaba
2018-08-20
3. jutro
2018-08-20
4. mit
2018-08-20
5. to ja dziękuję
2018-08-20
6. recepta
2018-08-20
7. Łza
2018-08-19
8. kwiaty
2018-08-19
9. Zdjęcie
2018-08-19
10. Serce z kamieni
2018-08-19
11. Ironia losu
2018-08-19
12. Tkaczka
2018-08-19
13. O krok od źródła
2018-08-19
14. przygoda
2018-08-19
15. Bajka o Żuczku cz 1
2018-08-19
16. ba
2018-08-19
17. tekst
2018-08-18
18. wiersz
2018-08-18
19. Ogniem, wichrem i łzą...
2018-08-18
20. Miłość
2018-08-18
21. w Tobie
2018-08-17
22. Zjednoczeni
2018-08-17
23. Obraz
2018-08-17
24. odpoczynek
2018-08-17
25. wysłannicy
2018-08-17
26. mokro
2018-08-17
27. sny
2018-08-17
28. jednak
2018-08-16
29. mogłem
2018-08-16
30. Warto...
2018-08-16
31. Łąka
2018-08-16
32. Sen...
2018-08-16
[Home][Autorzy][Rejestruj się][Regulamin serwisu][Kontakt][Zgłoś naruszenie]


Copyright © 2006 - 2018 PoemProject