PoemProject PoemProject PoemProject
SZUKAJ:     Tytuły  Autorzy    
Home
Dzisiaj dodane
Dodane w tygodniu
TOP
Pokaż tomiki
Autorzy
O PoemProject
Historia
Regulamin serwisu
Patronat medialny
Współpraca
Forum PP
Kontakt
Login:
Hasło:
Rejestruj się
Zapomniałem hasło
orphan
Zdjęcie autora - kliknij aby zobaczyć powiększenie
https://www.facebook.com/pages/I-am-light-sensitive/250019098428774 ...więcej...
Gości online:
87
Liczba wierszy w serwisie:
24740
PARTNERZY SERWISU:
Kongres Kultury Polskiej
Śródmiejski Ośrodek Kultularny w Krakowie
Fragile - pismo kulturalne
Beata Skulska-Papp
888
Pory roku-Spojrzenie na lato



Swoją kolej ma lato, więc też zawitało,
Po roślinkach to widać, wzrastać im kazało,
W pszenicy która w żółć wpada, czerwieni się, złoci,
Żyta w kolorze rosy, gdy się rankiem poci,
Letnim kwiatem przeplata, błękitne chabrami,
Kąkolem i makiem, na miedzach wykami,
Te wchodzą w zagony, nieporządek wnoszą,
Kiedy przyjdzie czas zbioru w ogień rzucić proszą.
Lato w bogactwie polan i też łąki widać,
Może się każdemu tak z daleka wydać,
Niepozorne, że tylko w zieleni skąpane,
One tymczasem w żółciem, fioletem ubrane,
Czerwienią nie gardzi i niebieskim kwiatem,
Tu rodziny storczyków są budziszka bratem,
Który piękne niebieskie bukiety układa,
Obok szałwii, bluszczyka- babka również rada,
I chabrem łąkowym, koniczyn czerwieni,
Pachnąca macierzanką, naparstnica mieni,
Wszystkie te kolory trawy ubierają,
Razem bogactwo tworzą, urody dodają,
A nad tym wszystkim, jak w wielkiej paradzie,
Muzyki wszelkie słychać, to granie owadzie,
Te w trawie skrzypki stroją, pięknie wygrywają,
W powietrzu i na kwiatach, wcale nie odstają,
Trzmiel, pszczoła, podobne tonami,
Jak trąby, wyżej ważka, przygrywa fletami,
Wiele innych pomniejszych, już tutaj nie wspomnę,
Niepodobne wyliczać, bo mnóstwo ogromne,
Nad nimi z góry, król muzyki, śpiewu,
Skowronek, dość często skorawy do gniewu,
Pionowo, na dół , jak jastrząb pikuje,
Lub szybowcem płynie, terenu pilnuje.
W czasie tego czuwania wyśpiewuje nutki,
Wroga straszy, z czasu robiąc krótki.

Kiedy słońce w południe, znajdzie się w zenicie,
Wszystko jakby zamiera, inaczej niż w świcie,
Przycicha, krótko drzemie, by znów rozbudzone,
Chwalić Boga, że było przez Niego stworzone,
W takim dniu życie toczy się rytmem podwójnym,
W końcu kończy dzień piękny, jasny i bezchmurny,
Daje upust zmęczeniu.
Już w oddali widać słonko zachodzące,
Jakby nie chciało odejść, po niebie brodzące,
Czepia się lasu, wierzchołków promieniem,
Życie bierze odchodząc, pozostawia cieniem.
Nim to jednak nastąpi, omiata blaskami,
Robi tysiące złoceń, między gałęziami,
Przez nie patrząc na niebo, na ciemnym błękicie,
Rozchwiane widać liście, drganie, ciągłe życie,
Dębu, wiązu, klonu, urodziwej brzozy,
Pojedyncze wierzby, gdzie ptaki na łozy,
Prowadzą z sobą swary, zawzięcie się kłócą,
Inne nutki swe grają, końcem dnia się smucą,
Wśród traw w polu, przepiórka, daje okrzyk krótki,
By w końcu z dziećmi ukryć, przed wrogami,
W trawie dużej lub liści, zwanych łopianami,
Wiewiórka wśród gałęzi zwinnie się obraca,
Połyskując rudawo niby złota raca,
Dziupla, gałąź, znów dziupla, to znów na dół spada,
Znów do góry, gałąź, do dziupli dopada,
I tak wokoło,
W górze nad drzewami z wiatrem się zmagają,
Ptaki do nocnych gniazdowań zmierzają.
Po koronach drzew i po całym lesie,
Letni wieczorny wiater, polny zapach niesie,
Dojrzałego zboża, siana i kwiecia polnego,
Jakby chciał ukoić do snu wieczornego,
Z zapachem pól, leśne się mieszają,
Dzikiej róży, mchu, paproci i leśnego runa,
Oduża i usypia, anioł – noc zwiastuna.
Zanim przyjdą ciemności ptaki spać położą,
Cienie jednego drzewa, w całość lasu złożą,
Półcienie rządzą lasem, w przedsionku ciemności,
Wszystko powoli cichnie, zmęczon dniem radości!

Nowy w niebo wkracza, właściciel przestworzy,
Skłon srebrem jaśni, a na ziemi tworzy,
Różne znaki i kształty, przestrachem serwuje,
W innych wzruszenie, patos, miłość prowokuje.
Tym światłem, nocne życie lasu pobudzone,
Inne wprawdzie, lecz życie, dla nocy stworzone,
Towarzyszy hukanie, puszczyka czy sowy,
Niesie ich nocne śpiewy, po lesie, dąbrowy,
Przerywane czasami matek loch, chrząkaniem,
Rykiem jelenia lub lisa szczekaniem,
Nocne życie ucieka, kiedy dzień się budzi,
Wszystko co nocy własność, obawia się ludzi,
I przechodzi w spoczynek.


Wczesnym rankiem ptactwo obudzone,
Jako dzieci wesołe, nowonarodzone,
Tworzą ze swego życia znów początek wiosny,
Dlatego każdy ranek dla nich radosny,
I ze śpiewem witają, Bogu tak dziękują,
Za następny dzień życia, pieśniami hołdują.

Późne lato rozpoznasz, że od wioski niesie,
Kucie kos, które dźwięcznie odbiją po lesie,
Wczesnym rankiem nim uschnie wód poranna rosa,
Pierwsze pokosy kosi pracowita kosa,
Przed południem i za dnia, gdy zdatna pogoda,
Wiozą chłopskie furmanki tam gdzie ich zagroda,
Płody ziemi, co Bóg dał tego roku hojnie,
A ich ręce w mordęce urobiły znojne.


Pory roku – Kwiaty lata

Czerwcem lato zawita i wzbogaci kwiecie,
Las i łąki w najpiękniejsze w świecie,
Bo tym kwieciem są polskie, kwiaty wszelkie zioła,
Każdy z nich w tym języku coś do siebie woła.
I podkreśla urodę, tej Ojczystej ziemi,
Jeden dom i rodzinę, skarbami wszystkimi.
Oto pola koniczyn, z wiosną siane, nowe,
Tworzą w swoich kolorach, barwy narodowe.
To lucerna się żółci. Pomiędzy zbożami,
Chabry w błękitne płatki, mrugają oczkami,
Makom ślą swoje perski, które wraz z kąkolem,
Poczerwienił łan zboża, rozrastając polem.
Między lasem, a polem, w dużym zakrzaczeniu,
Trochę w słońcu, w większości lesistego cieniu,
Powój polny wraz z groszkiem, podąża po krzakach,
Wisi zgrabnie w tarninie, jak niby na hakach.
Dziewięciosił przykucnie i korony kwiatem,
W słońce hardo wpatrzony, wespół z swoim bratem,
Pewny siebie, bo kolcem piękna swego broni,
Oprócz tego i prawem, które prawnie chroni,
Wśród lasu, na polanie, kwiatem, który górą,
Naparstnicy kolonia, pokryta purpurą,
Piękne grona kielichów, których tu tak wiele,
Odwiedzają gromadnie przyjaciele – trzmiele.

Zaś obrzeżą przyleśne, piaskiem wyłysiałe,
Rozchodnikiem plecione, są łysiny całe.

Rzednie las, mchem porosłe tu całe podłoże,
Wrzosów wielkie wysepki, niby polem zboże,
Wśród kwiecia ich kłosów, ciągle się ugania,
Owadów wielka mnogość smakosz – miodobrania.

Józef Bieniecki

Liczba czytań: 2450 || Liczba głosów: 0
Prześlij link do tego wiersza znajomemu:
Email:
ostatnio dodane wiersze
1. OK
2018-08-14
2. strój
2018-08-14
3. kiedy
2018-08-14
4. czas
2018-08-14
5. sprzyja
2018-08-14
6. Poemat
2018-08-13
7. dziś
2018-08-13
8. Kupastories
2018-08-13
9. Nie przestawaj
2018-08-13
10. człowiek
2018-08-13
11. Nieutulony
2018-08-13
12. Powiew świeżości
2018-08-13
13. rowerem
2018-08-13
14. suplement
2018-08-13
15. ogólna
2018-08-13
16. rachunek
2018-08-12
17. jeśli
2018-08-12
18. by
2018-08-12
19. kraj ...
2018-08-11
20. próba
2018-08-11
21. noc
2018-08-11
22. wiatr
2018-08-11
23. czytanie?
2018-08-11
24. cóż
2018-08-10
25. clouds
2018-08-10
26. Na rozkaz
2018-08-10
27. Noc
2018-08-10
28. Miłość dziewicza
2018-08-10
29. Inna miłość
2018-08-10
30. nić
2018-08-09
31. pochówek
2018-08-09
32. sekcja
2018-08-09
[Home][Autorzy][Rejestruj się][Regulamin serwisu][Kontakt][Zgłoś naruszenie]


Copyright © 2006 - 2018 PoemProject