PoemProject PoemProject PoemProject
SZUKAJ:     Tytuły  Autorzy    
Home
Dzisiaj dodane
Dodane w tygodniu
TOP
Pokaż tomiki
Autorzy
O PoemProject
Historia
Regulamin serwisu
Patronat medialny
Współpraca
Forum PP
Kontakt
Login:
Hasło:
Rejestruj się
Zapomniałem hasło
osiem1989
Zdjęcie autora - kliknij aby zobaczyć powiększenie
...
...więcej...
Gości online:
70
Liczba wierszy w serwisie:
25465
PARTNERZY SERWISU:
Kongres Kultury Polskiej
Śródmiejski Ośrodek Kultularny w Krakowie
Fragile - pismo kulturalne
Beata Skulska-Papp
888
Tatry Widok z góry.

Gdy z góry patrzę ,hen,hen ku dolinom,
Chaty górali jak liche łupinki,
Pól szachownice,srebrnym wężem cięte,
I stare smreki jak małe roślinki.
Drzemią w słonecznym bezruchu,spiekocie,
Turkusem barwne,kiedy ranek wstaje,
Zieleń szmaragdu na smrekowym morzu,
Odpocząć oczom na szacie podaje.

W siodle przełęczy falujące trawy,
One tym miejscem wysoko wzrastają,
Kładą się nisko,aby znowu powstać,
W ciągłym przeciągu,wiatrom się kłaniają.

Na jednym z wierchów skała razi bielą,
Niby wapienna,to srebro granitu.
Tysiącem mruga małych brylancików,
Gdy słońce sięgnie do granic zenitu.

Poniższe góry gęsto porośnięte,
Smreków czasami widoczne kikuty,
Halny pan Tater, władzę tu sprawuje,
Srogie przyrodzie rozdzielając knuty.

Gąszcze kresówki trudne do przebycia,
Wąską ścieżyną podążam ku dole,
Z prawej starodrzew smrekowy w poszumie,
Z lewej wiatrami potargane pole.

Setki pajęczyn łączy niby płotem,
Rosnące drzewa, mienią się tęczami,
Boski Artysta tych maleńkich mistrzów,
Zdolnością darzy nas arcydziełami.

Nagle się urwał, regiel jak ucięty,
Przede mną hale świeże, falujące.
Lagodne szczyty w dół stromizny zgięty,
Proszą by usiąść, we pięknie kuszące..
Tam z ponad wierchów rzeżki powiew wiatru,
Życia dodaje-zmęczenie odbiera,
Spokojnym okiem patrząc w Boskie dzieła,
Serce przyśpiesza i w piersi zapiera.

Tam aksamitem traw okryta hala,
Czasem kwiatami wierzchowiny kładzie,
Na tle odbite,pojedyńczo kala,
Urok podkreśla na górskim układzie.
Daleki widok Skalnego Podhala,
Od nieba tkany słonecznym promieniem,
Niby patelnia rozpalona ogniem,
Chłodzona z góry, wiatru pewnie tchnieniem.

Nocą i dniami mógłbym adorować,
Zachwycać wiecznie,Twoim Bożym dziełem.
W zadumie ciszy,na patosie piękna,
Pojąć dlaczego,ja się tutaj wziełem.

Józef Bieniecki

Liczba czytań: 1328 || Liczba głosów: 0
Prześlij link do tego wiersza znajomemu:
Email:
ostatnio dodane wiersze
1. Czysty szkic na brudno
2018-11-13
2. Śledzich
2018-11-13
3. ***
2018-11-12
4. ***
2018-11-12
5. ***
2018-11-12
6. tak myślę
2018-11-12
7. ***
2018-11-12
8. Przekłute serce.
2018-11-12
9. Zawiść porzucenia.
2018-11-12
10. Wiem
2018-11-11
11. Droga Alicjo
2018-11-11
12. Uwięziona
2018-11-11
13. Ziarenko
2018-11-11
14. W krainie bezdechu
2018-11-11
15. Melancholijna idea
2018-11-11
16. …on z manierą…
2018-11-11
17. ... moja...
2018-11-11
18. …wyczekane spotkanie…
2018-11-11
19. ***
2018-11-11
20. Samotni we dwoje
2018-11-11
21. Kuriozum idealistycznośći
2018-11-11
22. ***
2018-11-11
23. ***
2018-11-11
24. On...
2018-11-11
25. ***
2018-11-11
26. ***
2018-11-11
27. Zbyt wiele
2018-11-10
28. Ciężko
2018-11-10
29. ***
2018-11-10
30. ***
2018-11-10
31. ***
2018-11-10
32. ***
2018-11-10
[Home][Autorzy][Rejestruj się][Regulamin serwisu][Kontakt][Zgłoś naruszenie]


Copyright © 2006 - 2018 PoemProject